DERESZ

Nowy Dwór k/Koronowa

Certyfikat PZJ

Ośrodek posiada certyfikat Polskiego Związku Jeździeckiego

Więcej

11 listopada - obecność obowiązkowa
Stukot kopyt o koronowski bruk zaprasza wszystkich do wspólnego świętowania rocznicy odzyskania niepodległości
Zimowiska i przejażdżki
Leśne zaspy zaprzęg sań pokona tak samo szybko jak zaśnieżone pola
Latem ciągnie nas nad jeziora
Ulubione letnie trasy wzdłuż brzegów Zalewu Koronowskiego
Wiosenne rajdy i majówki
Nie ma piękniejszej pory na podziwianie świata z wysokości siodła
Tradycje kawaleryjskie
Pokazy musztry ułańskiej i szyków marszowych praktykowanych przez zastępy kawalerii z początku XX w.
Przygoda z historią
Nasze przemarsze i parady uświetniają obchody świąt państwowych i imprez plenerowych
Rekonstrukcje historyczne
Stroje z epoki, próba zbliżenia się do realiów świata, w którym jeździectwo było powszechną umiejętnością
Dobry czas w pięknym otoczeniu
Tereny klubu, to przestrzeń gdzie każdy znajdzie miejsce dla siebie - ujeżdżalnia, padok, boisko, park, staw... co kto lubi.
Białe szaleństwo
Kopny śnieg, lekki mróz, cisza uśpionych pól i lasów to fantastyczny relaks w zimowe krótkie dni
Gościnny dworek Deresza
Zapraszamy wszystkich entuzjastów jeździectwa w nasze progi
Polonez lub kadryl na koniach
W strojach i przy muzyce z "Pana Tadeusza" tańczymy konno układy tradycyjnego polskiego tańca szlacheckiego
Heja w teren!
Po żniwach pola smutnieją, ale robi się miejsce do pięknego galopu
Zima to nie tylko zmiana scenerii
Dobry kulig daje równie dużo wrażeń co jazda wierzchem w kopnym śniegu
Hubertus - rajd i gonitwa z bezkrwawymi łowami
Zabawa, tradycja, wyczyn, rywalizacja... a do tego piękne jesienne pejzaże

Parking przy Operze Nova w Bydgoszczy - przyjazd i rozładunek koniTajemnicą Poliszynela i anegdotą często powtarzaną w Dereszu jest fakt, że nasze konie częściej bywają w operze niż niektórzy członkowie klubu. Niestety jestem tego chodzącym przykładem. Mimo, że lubię teatr muzyczny i chętnie korzystam z każdej okazji by wybrać się do Opery Nova w Bydgoszczy, jakoś nigdy się nie składało bym mógł uczestniczyć w wyjeździe naszych koni, które regularnie biorą udział w inscenizacjach operowych. Mamy to szczęście, że spektakle do których scenograf zaangażował nasze zwierzęta cieszą się dużym powodzeniem i w każdym sezonie operowym te inscenizacje są wznawiane.

Jednak sukces ten ma swoje uzasadnienie. To spektakle zrealizowane z wielkim scenicznym rozmachemi i bardzo bogatą scenografią. Skoro w wizji scenografa pojedyncza scena wymaga prawdziwego zaprzęgu ciągniętego przez parę koni lub efektownego wjazdu kabrioletu DKW, to można się domyślać, że wszystkie elementy spektaklu są przygotowywane dużym nakładem sił i środków. Dlatego grane są zazwyczaj dzień po dniu i od nas - klubowiczów - również wymagają dużej mobilizacji, by co wieczór być z końmi na miejscu.

Zatem gdy tylko jeden z kolegów pełniący stały dyżur przy wyjazdach do opery nie mógł pod koniec listopada wygospodarować czasu na spektakle w środku tygodnia, bez wahania wskoczyłem w jego miejsce. Dzięki temu miałem sposobność towarzyszyć dwóm zacnym damom: Harfie i Harmonii; tak w przygotowaniach jak i w wieczornym wyjściu do opery.

Czytaj więcej: Jak prawdziwe damy celebrują wyjście do opery

Św. Hubert odwraca oczy

Tym razem lis padł ofiarą aż dwóch gończych... a licząc konie to nawet czterech :)Nerwowa atmosfera w Klubie udzielała się wszystkim od połowy września. Jak nigdy jeszcze stajnia była trapiona kontuzjami i absencjami. Pech nie omijał ani koni ani jeźdźców - ci którym udało się szczęśliwie uniknąć kontuzji nagle okazywali się rozchwytywani na organizowane w połowie października firmowe delegacje, rodzinne wesela i nieoczekiwane wyjazdy. Przebąkiwano nawet, że tego roku nie pojadą dwa biegi ale jeden i to w mocno zdekompletowanej obsadzie.

Na szczęście, im bliżej Hubertusa, tym konie szybciej wracały do skokowej formy, a braki stałych bywalców zachęciły kilkoro nowych jeźdźców (takich, którzy wiedzieli doskonale w czym zabawa, ale dotąd nie widzieli się w obchodach tego tradycyjnego wydarzenia inaczej niz na przyczepie wypełnionej słomą). Zastepy uformowane, w dwa kolejne sobotnie popołudnia wyruszyliśmy - najpierw zastęp młodzieżowy, po tygodniu starszyzna - szukać, ścigać i pochwycić lisa, co to rozpanoszył się na obrzeżach okolicznych wsi i lasów.

Demonstracja sprawności, szybkości i zręczności naszych jeźców powinna dać do myslenia rudzielcowi. Niech sie lepiej trzyma leśnych ostępów i nie włazi nam w drogę, bo faktycznie będizemy musieli oddać siebie i jego opiece patrona myśliwych. A póki co wystarcza nam, że celuje auto-focus i strzela migawka. Co lepsze ustrzelone przez Leszka Nitkę oraz Sławka i Ewke Kędzierskich sztuki można podziwiać poniżej.

Czytaj więcej: Hubertus 2016

11XI 2014 - obchody Święta Niepodległości w Koronowie
W tym roku na Świeto Niepodległości postanowiliśmy ruszyć szeroką reprezentacją. Koronowiacy przywykli już trochę do przemarszów zastępu ułanów, a wyjątkowo aktywne w tym roku dziewczyny postanowiły, że też chcą uświetnić obchody naszego narodowego święta. Układ poloneza został specjalnie przearanżowany w taki spoósb byśmy mogli pomieścić się na pierzejach runku. Ćwiczony na padoku "na piechotę" wydawał się całkiem składny, mimo że tańczący musieli trochę gonić się po dłuższych bokach placu. Wszyscy bylismy ciekawi jak wypadniemy - pierwszy raz tak dużą grupą, w nieznanym układzie, z bardzo blisko stojącą publicznością i na śliskim bruku koronowskiego rynku.

Ale jak mówią: jest ryzyko - jest zabawa. Pierwsza, reprezentacyjna szesnastka w komplecie umundurowana dotarła do Koronowa pół godziny przed rozpoczęciem uroczystości. Na balkonie ratusza czekali już: gen. Haller, premier Paderewski wraz z małżonką oraz nasza mistrzyni ceremoni - Magdalena. Po uroczystym otwarciu uroczystoci przez Burmistrza Koronowa i odśpiewaniu hymnu Magda wprowadziła publiczność w nastrój i klimat czasów gdy II Rzeczpospolita stawała się realnym państwem. Następnie zapowiedziała nasz pokaz.

Czytaj więcej: Święto Niepodległości 2014

„W święto koni i myśliwych
niech rumakom zalśnią grzywy.
Niechaj gawiedź niepłochliwa
do „DERESZA” wnet przybywa.

Lisia kita w lesie skryta.
Niech kto żyw za wodze chwyta.
Gdy róg wezwie wszystkich wraz,
Hubertusa zacząć czas”
M.B.

Jakie nerwy i emocje towarzyszą uczestnikom biegu Św. Huberta nie da się opisać w kilku słowach. Nasze przygotowania zarówno związane z czynem społecznym - sprzątaniem stajni i terenu klubu - jak i wyszykowaniem strojów własnych, a przede wszystkim wyczyszczeniem i wystrojeniem koni oraz rzędów - to zawsze nieopisanej wagi praca.

Dzień 18 października 2014 roku nie przywitał nikogo słońcem, ale ciepło przyszłych zdarzeń grzało nas od samego rana. Już od wczesnych godzin porannych pierwsi uczestnicy krzątali się po stajni przygotowując swoje rumaki do pogoni za lisią kitą. Z każdą godziną przybywało coraz więcej koleżanek i kolegów. Jak co roku bardzo licznie przybyli na Nasze Święto zaproszeni goście, którzy z „traktorowych” wozów dzielnie wspierają zmagania ścigających lisa.

Czytaj więcej: Relacja z Hubertusa

Wspomnienie o Pani Jadwidze? Jak to napisać? O czym? Przecież tyle wspomnień ilu nas. Każdy ma swoje. Wszystkich nas uczyła. Nasze dzieci, ba wnuki nawet. Pamięcią sięgam lat sześćdziesiątych - ZIELONYCH.

Później przerwa prawie dwudziestoletnia i DERESZ.

Pani Jadwiga ta sama wymagająca, czuła na każdy szczegół dosiadu, nogi, ręki. A przed jazdą te zaklejki, słomki - rygor, ostre czasem dosadne "ułańskie" słowa. Później to docenialiśmy. W innych stajniach na obcych maneżach pytania: kto was uczył ? Dobrze siedzicie!

Czytaj więcej: Ku pamięci